Wbrew pozorom liturgia nie stanowi głównej osi sporu pomiędzy bractwem a Kościołem katolickim. Oprócz Mszy chodzi o sprawy natury teologicznej, takie jak ekumenizm, wolność religijna, dialog ze współczesnym światem i sposób historycznego podejścia do tekstów biblijnych – pisze dr Paweł Beyga.

Lefebryści. Co przyciąga do nich katolików i co dzieli ich z Rzymem?

fot. Shalone Cason/unsplash

Wbrew pozorom liturgia nie stanowi głównej osi sporu pomiędzy bractwem a Kościołem katolickim. Oprócz Mszy chodzi o sprawy natury teologicznej, takie jak ekumenizm, wolność religijna, dialog ze współczesnym światem i sposób historycznego podejścia do tekstów biblijnych – pisze dr Paweł Beyga.

Tradycyjna liturgia, wymagania i przekonanie o niezmienności nauczania przyciągają wiernych do Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X. Jednak spór lefebrystów z Rzymem sięga znacznie głębiej niż język Mszy świętej czy ustawienie celebransa. Jak rozumieć ich stanowisko i dlaczego powinno ono skłaniać do refleksji także duszpasterzy?

Katolik odwiedzający kaplicę lefebrystów może odnaleźć w niej wiele znajomych elementów: modlitwy, nabożeństwa i odwołania do papieskiego nauczania. To podobieństwo nie wyjaśnia jednak relacji bractwa ze Stolicą Apostolską. Żeby ją zrozumieć, trzeba przyjrzeć się historii wspólnoty oraz temu, jak odczytuje ona tradycję i Sobór Watykański II.

Lefebryści, czyli kto?

Bractwo Świętego Piusa X, piusowcy lub lefebryści to różne nazwy zgromadzenia, które 1 lipca br. przypomniało o swoim istnieniu. Stało się to za sprawą konsekracji biskupich czterech prezbiterów bractwa, dokonanych bez zgody papieża. W świetle Kodeksu Prawa Kanonicznego wyświęcenie biskupów bez zgody papieża skutkuje ekskomuniką. Złośliwi twierdzą nawet, że była to pierwsza ekskomunika transmitowana na żywo w internecie.

Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X (FSSPX) powstało po II Soborze Watykańskim (1962-1965) z inicjatywy francuskiego duchownego abp. Marcela Lefebvre’a. Chociaż uczestniczył i złożył podpis pod wszystkimi jego dokumentami, ostatecznie oskarżył Kościół o odejście od tradycyjnego nauczania, porzucenie misji na rzecz dialogu oraz banalizację liturgii.

Ostatecznie – mimo początkowej zgody Rzymu na powołanie bractwa i prowadzonego z nim dialogu – arcybiskup Lefebvre i jego zwolennicy odłączyli się od papieskiego Rzymu. To odłączenie jednak przybrało osobliwy kształt, ponieważ według lefebrystów papieże posoborowi odeszli od przedsoborowego nauczania i tym samym przestali wyznawać pełną i integralną wiarę katolicką. Jednocześnie ci sami papieże – począwszy od Pawła VI aż do Leona XIV – spoglądają ze zdjęć w zakrystiach kaplic Bractwa Świętego Piusa X.

Według lefebrystów papieże są ważnie wybrani na Stolicę Piotrową, a równocześnie ta Stolica Apostolska i cały katolicyzm pogrążyły się w głębokim kryzysie posoborowym. Warto zaznaczyć, że lefebryści nie są sedewakantystami. Ci ostatni biorą nazwę od łacińskiego sformułowania sede vacante, czyli pusta stolica. Według sedewakantystów po śmierci Piusa XII Stolica Piotrowa pozostaje nieobsadzona i wciąż czeka na prawdziwie katolickiego papieża. Tak jednak nie uważają lefebryści, którzy sami siebie określają jako katolików.

Protokół rozbieżności

Jak na to wszystko powinien spoglądać zwykły katolik? Wierny, który co niedzielę chodzi na Mszę do parafialnego kościoła i pozostaje w głównym nurcie polskiego katolicyzmu, może patrzeć na bractwo z dystansem, a nawet z niezrozumieniem. O co właściwie chodzi w sprzeciwie lefebrystów?

Najczęściej pojawiająca się odpowiedź to zmiany liturgiczne wprowadzone po soborze. Owszem, po wejściu do kaplicy bractwa na niedzielną Mszę, można dostrzec wiele różnic, m.in. zwrócenie celebransa przodem do ołtarza, używanie łaciny jako języka liturgicznego, inny cykl czytań mszalnych i liczne chwile ciszy. Wbrew pozorom liturgia nie stanowi głównej osi sporu pomiędzy bractwem a Kościołem katolickim. Oprócz Mszy chodzi o sprawy natury teologicznej, takie jak ekumenizm, wolność religijna, dialog ze współczesnym światem i sposób historycznego podejścia do tekstów biblijnych.

W kazaniach, wykładach i tekstach powstających pod auspicjami lefebrystów widać zdecydowanie antymodernistyczny rys. Modernizm był prądem teologicznym, który doszedł do głosu szczególnie na przełomie XIX i XX wieku i w największym uproszczeniu zakładał, że prawdy wiary są zmienne i aktualne tylko w chwili ich ogłaszania. Z perspektywy czasu można dyskutować, czy część modernizmu teologicznego nie była teologicznym chochołem, który Pius X nazywał „sumą wszystkich herezji”. Lefebryści są zatem niezadowoleni nie tylko z posoborowej liturgii, ale z ogólnego stanu Kościoła. Można powiedzieć, że z perspektywy bractwa to Rzym odłączył się od lefebrystów, a nie odwrotnie.

Recepta na sukces

Biorąc pod uwagę frekwencję i liczbę powołań kapłańskich, można powiedzieć, że piusowcy odnoszą sukces. Ich seminaria w Zaitzkofen lub Écône nie świecą pustkami. Na liturgię święceń nowych biskupów przybyły tysiące wiernych, a rodziny przywiązane do bractwa to rodziny wielodzietne.

Co przyciąga młodych (szczególnie mężczyzn) do lefebrystów? Wydaje się, że przekaz, który oferują, zbliżony do przesłania Piusa XIII z popularnego dekadę temu serialu „Młody papież”: nauczanie definiowane jako niezmienne i odwieczne (można dyskutować, czy nie mamy do czynienia po prostu z teologią silnie antymodernistyczną początku XX wieku); quasi-wojskowej dyscypliny w seminariach oraz wymagająca liturgia.

Na korzyść członków bractwa i jego sympatyków przemawia świadomość, że Kościół nie zaczął się w 1962 roku otwarciem II Soboru Watykańskiego. Niestety nie przebiła się do ich świadomości nowina, że również wtedy Kościół się nie skończył.

W świecie relatywizmu, nieostrych sformułowań i – przepraszam za to określenie – ogólnego rozmemłania tak przedstawiany katolicyzm może jawić się jako pociągający. Czy nie jest to jednak katolicyzm na własną rękę? Czym różni się katolicyzm piusowców od katolicyzmu tych, którzy uważają, że można na dłuższą metę obyć się bez Kościoła?

Sprawa piusowców to dla katolika impuls, aby poznać przeszłość oraz teraźniejszość Kościoła, a dla duszpasterzy i wydziałów teologicznych sygnał, że konieczne jest pogłębione i rzetelne wyjaśnienie, co stanowi nauczanie Kościoła po soborze, a co nadinterpretacjami i nadużyciami.