Fragment czaszki św. Doroty w relikwiarzu jest przechowywany w katedrze wrocławskiej.

Święte kości na wagę złota

fot. Karol Białkowski

Fragment czaszki św. Doroty w relikwiarzu jest przechowywany w katedrze wrocławskiej.

Dla jednych były cenniejsze od klejnotów, dla innych stawały się towarem lub łupem. Relikwie przyciągały pielgrzymów, podnosiły prestiż miast i rozpalały żądzę posiadania. Jak doszło do tego, że szczątki ludzi oddających życie za wiarę stały się przedmiotem handlu i kradzieży? To historia, w której gorliwa pobożność splata się z ambicją, chciwością i pragnieniem dotknięcia świętości.

Przez wieki relikwie świętych przyciągały pielgrzymów i budziły emocje, których trudno byłoby się spodziewać po niewielkich fragmentach kości czy kawałkach tkanin. Dlaczego chrześcijanie tak bardzo pragnęli posiadać materialne pamiątki po świętych? Historia tego zwyczaju kryje zaskakujące szczegóły.

Wszystko zaczęło się przy grobach męczenników

Początki kultu relikwii sięgają pierwszych wieków chrześcijaństwa. W czasach prześladowań szczególnym szacunkiem otaczano tych, którzy oddali życie za wiarę. Groby męczenników stawały się miejscami modlitwy i spotkań wspólnot chrześcijańskich.

Z czasem nad miejscami ich pochówku zaczęto wznosić świątynie. W ten sposób rodziła się tradycja łącząca pamięć o męczennikach ze sprawowaniem Eucharystii.

Nie od razu jednak można było przenosić ich szczątki. Na Zachodzie obowiązywało prawo rzymskie chroniące nienaruszalność grobów. Dlatego przez pierwsze stulecia chrześcijanie czcili męczenników przede wszystkim w miejscach ich pochówku. Przeniesienie szczątków było wydarzeniem wyjątkowym, uzasadnionym na przykład zagrożeniem zniszczenia grobu.

Pojawił się więc problem: jak zachować materialną pamiątkę po świętym, skoro jego szczątków nie wolno było zabrać?

Przedmioty spuszczane do grobów

Starożytni chrześcijanie znaleźli zaskakujące rozwiązanie. W niektórych grobach wykonywano specjalne otwory, przez które opuszczano niewielkie przedmioty, aby dotknęły szczątków męczennika. Następnie zabierano je jako pamiątki związane ze świętym.

Takie przedmioty miały szczególne znaczenie dla wiernych. Pozwalały zachować poczucie fizycznej bliskości osoby, której życie uznawano za świadectwo świętości.

Z dzisiejszej perspektywy praktyka ta może wydawać się osobliwa. W rzeczywistości pokazuje jednak bardzo ludzką potrzebę przechowywania materialnych śladów po ważnych osobach. Podobnie przecież zachowujemy listy, fotografie czy osobiste przedmioty pozostawione przez zmarłych bliskich. Ich wartość nie wynika z ceny, ale ze wspomnień i więzi.

Konstantynopol potrzebował świętych

Na chrześcijańskim Wschodzie sytuacja wyglądała inaczej. Tam wcześniej rozpowszechnił się zwyczaj dzielenia szczątków świętych i przenoszenia ich do nowych miejsc kultu.

Szczególne znaczenie miało to dla Konstantynopola, który miał ambicję stać się drugim Rzymem. Miasto nie posiadało jednak równie bogatej tradycji miejscowych męczenników z czasów prześladowań. Zaczęto więc sprowadzać relikwie z innych ośrodków chrześcijaństwa.

Posiadanie szczątków znanego świętego podnosiło prestiż miasta i przyciągało wiernych. Obecność relikwii interpretowano niekiedy jako znak szczególnego Bożego błogosławieństwa. Z czasem wokół nich zaczęły rozwijać się praktyki, które miały niewiele wspólnego z religijną pobożnością.

Handel, kradzieże i religijna rywalizacja

Historia relikwii ma również swoją ciemniejszą stronę. Źródła historyczne wspominają o osobach, które sprzedawały fragmenty szczątków świętych. Zdarzały się także kradzieże, ponieważ relikwie uznawano za niezwykle cenne.

Dla niektórych ośrodków ich posiadanie stawało się kwestią prestiżu. Im bardziej znany był święty, tym większe znaczenie mogło zyskać miejsce przechowywania jego szczątków. Relikwie zaczynały więc pełnić funkcję nie tylko religijną, lecz także społeczną i symboliczną.

Bywało, że traktowano je niemal jak amulety mające chronić miasta przed nieszczęściami. Wiara w ich szczególną moc mogła prowadzić do zabobonów, a pragnienie posiadania cennych szczątków – do nadużyć. Powstawał paradoks: przedmioty przypominające o świętych, którzy często żyli w ubóstwie i wyrzeczeniu, stawały się obiektem chciwości.

Dlaczego relikwie fascynowały tak bardzo?

Fenomen relikwii trudno wyjaśnić wyłącznie religijnymi zwyczajami. Człowiek poznaje świat poprzez zmysły. Chce widzieć, dotykać i doświadczać. Nawet rzeczywistość duchową próbuje więc wyrażać za pomocą materialnych znaków.

Relikwie odpowiadały na tę potrzebę. Przypominały, że święci nie byli postaciami z legend, ale ludźmi, którzy naprawdę żyli, cierpieli i umierali. Ich ciała stawały się świadectwem wiary w zmartwychwstanie oraz przekonania, że świętość obejmuje całego człowieka. Z tego powodu fragment kości męczennika mógł mieć dla wiernych większe znaczenie niż najdroższy klejnot.

Jednak historia pokazuje również, jak łatwo można pomylić znak z tym, na co powinien wskazywać. Relikwie miały przypominać o Bogu i życiu świętych. Tymczasem niekiedy zaczynano przypisywać niezwykłe znaczenie samemu przedmiotowi.

Dziś ta wielowiekowa historia pozostaje ważną lekcją: świętości nie można kupić, ukraść ani zdobyć przez posiadanie fragmentu relikwii. Można natomiast odkrywać ją w życiu ludzi, po których te niezwykłe pamiątki pozostały.