Od 165 lat siostry boromeuszki są obecne w Trzebnicy, wpisując się w historię miasta, Kościoła i miejscowego klasztoru św. Jadwigi. Ich posługa, rozpoczęta od opieki nad chorymi i potrzebującymi, przez kolejne pokolenia przybierała różne formy, ale jej fundament pozostawał niezmienny: wiara przekładana na konkretną miłość do drugiego człowieka. Jubileusz obecności zgromadzenia świętowano we wspomnienie jego patrona, św. Karola Boromeusza.
Trzebnicka historia sióstr boromeuszek rozpoczęła się w 1861 roku. Na prośbę ówczesnego proboszcza, ks. Ignacego Tieffe, do miasta skierowano kilka sióstr pielęgniarek. 12 października przyjechały tu trzy pierwsze: s. Emanuela Ritter, s. Anzelma Ronge i s. Nepomucena Hitschfeld. Nie miały wielkich zasobów ani gotowego zaplecza do prowadzenia działalności. Miały natomiast wiarę, gotowość do poświęcenia i serca otwarte na potrzeby ludzi.
Początkowo zatrzymały się na plebanii. Wkrótce otrzymały zgodę na zamieszkanie w zdewastowanym klasztorze św. Jadwigi. Jego dawne mieszkanki, cysterski, musiały opuścić go w 1810 roku, w wyniku sekularyzacji przeprowadzonej przez państwo pruskie. Przez kolejne dziesięciolecia klasztorne zabudowania służyły różnym celom. Znajdowały się w nich m.in. mieszkania dla urzędników, fabryka sukiennicza i skład węgla.
Warunki, w jakich przyszło rozpoczynać posługę boromeuszkom, nie były łatwe. Tak rozpoczęła się historia, która trwa już 165 lat i której nie sposób opowiedzieć wyłącznie przez pryzmat kolejnych dzieł i instytucji. Jej najważniejszym bohaterem pozostaje człowiek potrzebujący pomocy.
Śladami św. Jadwigi, w duchu św. Karola
Uroczystej Mszy świętej w kaolicy klasztornej w Trzebnicy 4 listopada przewodniczył abp Józef Kupny.
– Tutaj, w Trzebnicy, kroczymy śladami św. Jadwigi. To miejsce przypomina nam o jej bliskości z Bogiem i trosce, z jaką odnosiła się do ubogich i chorych. Jej przykład jest nam szczególnie bliski. Pomaga nam także dziś łączyć modlitwę z uważnością na drugiego człowieka, który potrzebuje pomocy – podkreślała podczas uroczystości jubileuszowych matka generalna zgromadzenia sióstr boromeuszek s. Natanaela Dziubata.
To właśnie duchowość św. Jadwigi Śląskiej stanowi szczególny kontekst dla 165 lat obecności zgromadzenia w Trzebnicy. Święta, która nie oddzielała modlitwy od czynnej miłości, pozostaje ważnym punktem odniesienia dla kolejnych pokoleń sióstr. Jej pobożność nie zamykała się w murach klasztoru, lecz prowadziła do ubogich, chorych i opuszczonych.
Podczas jubileuszowej Eucharystii metropolita wrocławski zwrócił uwagę, że 165 lat obecności boromeuszek to przede wszystkim świadectwo wiary, która stała się służbą, miłości przybierającej postać konkretnych czynów oraz Ewangelii, która wyszła poza karty Pisma Świętego, docierając do ludzkich domów, szpitali i miejsc cierpienia.
– Jubileusz jest okazją do wdzięczności, ale jest także okazją do postawienia sobie pytania, co sprawiło, że przez 165 lat siostry mogły tutaj trwać, co dało im siłę do ich posługi, co stanowiło źródło ich siły – mówił metropolita wrocławski.
Odpowiedzi szukał w słowie Bożym. Przypomniał, że źródłem siły w chrześcijańskim życiu i apostolstwie jest Jezus Chrystus, który nie przyszedł po to, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie. Przywołał również słowa św. Pawła z Listu do Filipian, zachęcającego do zabiegania o własne zbawienie z bojaźnią i drżeniem.
Jak podkreślał, apostoł nie wzywa do zabiegania o uznanie czy prestiż, ale wskazuje na zbawienie jako zasadnicze kryterium chrześcijańskiego życia i każdej autentycznej działalności apostolskiej.
– Nie chodzi bowiem wyłącznie o zapewnienie człowiekowi lepszych warunków życia doczesnego, choć jest to ważne i konieczne. Równie istotne jest pomaganie mu w odkrywaniu sensu życia, świadomości, że jest kochany przez Boga i ma niezbywalną wartość, niezależnie od swojej pozycji społecznej, możliwości czy wykształcenia – nauczał.
Metropolita wrocławski zauważył, że właśnie w tej perspektywie należy odczytywać charyzmat boromeuszek i ich wieloletnią obecność w Trzebnicy.
– Przy służbie nie chodzi nigdy tylko o wykonywanie określonych obowiązków, prowadzenie placówki czy realizację instytucjonalnych zadań. Chodzi zawsze o człowieka konkretnego, z jego cierpieniem, niepokojem, samotnością, lękiem. O tego człowieka chodzi – podkreślał.
Zwrócił uwagę, że prawdziwa wielkość życia konsekrowanego nie wynika z kierowania instytucją ani z liczby podejmowanych zadań. Objawia się wtedy, gdy przez życie, ręce i obecność siostry zakonnej przemawia sam Chrystus. Dlatego u źródeł autentycznej służby muszą znajdować się miłość do Boga i człowieka. Sama dobra organizacja, kompetencje, doświadczenie czy nawet najlepsza wola nie wystarczą.
– Dzisiaj dziękujemy nie tylko za to, że siostry przez 165 lat tutaj były i za wszystko, co zrobiły, ale przede wszystkim za to, że pozwoliły Bogu działać przez siebie – mówił abp Kupny.
Wierność także w trudnych chwilach
W homilii metropolita wrocławski odniósł się również do ewangelicznego wezwania do niesienia własnego krzyża i pójścia za Chrystusem. Zaznaczył, że Jezus nie ukrywa przed uczniami wymagań, jakie niesie ze sobą Ewangelia. Nie obiecuje łatwego ani wygodnego życia. Wzywa natomiast do rezygnacji z siebie, własnych planów i egoizmu, aby zrobić miejsce Bogu oraz drugiemu człowiekowi.
Taką postawę wyrażają śluby zakonne. Nie są one jedynie zewnętrzną formą przynależności do zgromadzenia, ale radykalną odpowiedzią na miłość Chrystusa.
– To powiedzenie: „Panie, chcę, abyś Ty był najważniejszy w moim życiu. Chcę, aby moje życie należało do Ciebie i żebyś Ty wyznaczał kierunek moim decyzjom, moim wyborom i mojej codzienności” – tłumaczył arcybiskup.
Przywołując ewangeliczne obrazy człowieka zamierzającego budować wieżę, który najpierw oblicza koszty przedsięwzięcia, oraz króla zastanawiającego się, czy zdoła stawić czoła przeciwnikowi, postawił pytanie o konsekwencje podejmowanych wyborów. Czy człowiek jest gotowy pozostać wierny, gdy pojawią się trudności, zmęczenie, brak wdzięczności ze strony tych, którym służy, albo gdy nie będzie widział owoców swojej pracy?
– 165 lat obecności sióstr tutaj, w Trzebnicy, jest odpowiedzią na to pytanie. Dzieje tego zgromadzenia nie są historią nieprzerwanego pasma sukcesów, ale historią wierności, która musiała przechodzić przez wiele prób – zauważył.
Kolejne pokolenia sióstr podejmowały swoje obowiązki w zmieniających się warunkach politycznych, społecznych i kulturowych. Nie zawsze spotykały się z uznaniem, ale ich służba miała przynosić dobro konkretnemu człowiekowi. Metropolita wrócił w tym kontekście do początków trzebnickiej wspólnoty.
Trzy pierwsze boromeuszki pod względem materialnym nie miały wiele do zaoferowania. Ich największym kapitałem były wiara, gotowość do poświęcenia i otwartość na drugiego człowieka. Na tym fundamencie zbudowana została historia, którą dziś wspominają kolejne pokolenia.
– Kościół wciąż potrzebuje ludzi gotowych wziąć na siebie codzienną odpowiedzialność i nieść ją razem z Chrystusem. Potrzebuje osób, które nie boją się radykalizmu Ewangelii, a życie konsekrowane pokazują nie tylko przez noszenie habitu, ale przede wszystkim przez świadectwo, że Chrystus rzeczywiście jest najważniejszy – nauczał kaznodzieja.
Szczególne miejsce w tej historii zajmuje patron zgromadzenia, św. Karol Boromeusz. Żyjący w XVI wieku biskup i kardynał, arcybiskup Mediolanu, był jednym z najważniejszych hierarchów Kościoła epoki potrydenckiej. Zasłynął troską o formację duchowieństwa i rozwój seminariów, ale nie ograniczał swojej działalności do organizowania reform kościelnych. Był przede wszystkim pasterzem, który rozumiał, że Kościół musi być blisko człowieka, zwłaszcza cierpiącego.
Sprawdzianem jego pasterskiej miłości była epidemia dżumy, która nawiedziła Mediolan w 1576 roku. Gdy wielu opuszczało miasto, Karol Boromeusz pozostał ze swoim ludem. Organizował pomoc, troszczył się o chorych, umierających i ubogich, osobiście odwiedzając miejsca dotknięte zarazą.
– Był pasterzem, który nie opuszcza swoich ludzi w godzinie próby. Zdał ten egzamin. Dzisiaj czcimy go jako świętego – przypomniał abp Kupny.
Jak zaznaczył, przykład patrona boromeuszek pozostaje szczególnie wymowny w kontekście jubileuszu. Autentyczna miłość do Kościoła nie polega wyłącznie na trosce o jego struktury, instytucje i organizację. Wszystko to ma znaczenie, ale w centrum życia Kościoła zawsze musi znajdować się człowiek.
– Święty Karol Boromeusz pozostawił wam, siostrom, szczególny testament: nie opuszczajcie człowieka, który potrzebuje pomocy. Nie uciekajcie od cierpienia. Nie zamykajcie serc przed ludzką biedą. Chrześcijaństwo nie może być obojętne na cierpienie, Kościół nie może być obojętny na samotność i życie konsekrowane nie może być obojętne na człowieka – mówił metropolita.
Charyzmat, który musi odpowiadać na potrzeby współczesnych
Abp Kupny zwrócił uwagę, że w Trzebnicy spotykają się dwie wielkie tradycje miłosierdzia: św. Jadwigi Śląskiej i św. Karola Boromeusza. Dzielą ich czas, miejsce i historyczne okoliczności, ale łączy wiara, która nie pozwala przechodzić obojętnie obok cierpiącego człowieka. Obie postaci przypominają, że modlitwa powinna prowadzić do konkretnego działania.
Po 165 latach siostry boromeuszki stały się częścią duchowej tożsamości Trzebnicy. Ich obecność wpisała się w historię miasta, jego mieszkańców i Kościoła na Dolnym Śląsku. Dlatego jubileusz nie jest wyłącznie świętem zgromadzenia, ale także całej lokalnej wspólnoty Kościoła.
Metropolita wrocławski podkreślił jednak, że wspominanie przeszłości powinno prowadzić do refleksji nad przyszłością. Przed zgromadzeniem stoją pytania o wyzwania, jakie niesie współczesny świat, o zachowanie charyzmatu w szybko zmieniających się warunkach oraz o przekazanie młodemu pokoleniu piękna życia konsekrowanego.
Zaznaczył, że odpowiedzią nie może być mechaniczne powtarzanie dawnych form działalności. Zmieniły się bowiem zarówno realia społeczne, jak i warunki prowadzenia dzieł pomocowych. Zwrócił uwagę na coraz większe trudności związane z organizowaniem bezpośredniej pomocy osobom potrzebującym.
Na zakończenie homilii abp Józef Kupny w imieniu Kościoła wyraził wdzięczność za 165 lat obecności zgromadzenia w Trzebnicy. Dziękował kolejnym pokoleniom sióstr, które przybywały tu, podejmowały trudne zadania i pozostawały wierne swojemu powołaniu. Podziękował za modlitwę podtrzymującą życie duchowe wspólnoty, pracę, opiekę nad chorymi, troskę o dzieci, wychowanie i działalność charytatywną.
Słowa wdzięczności skierował również do osób świeckich, dobroczyńców i ofiarodawców wspierających zgromadzenie, a także do kapłanów, którzy przez lata współpracowali z siostrami w dziełach miłosierdzia.