Parafia pw. św. Karola Boromeusza we Wrocławiu, prowadzona przez franciszkanów konwentualnych, przeżywała uroczystość odpustową. Mszy św. przewodniczył bp Edward Kawa OFMConv. W homilii przybliżył postać patrona parafii, ukazując go nie tylko jako wielkiego reformatora Kościoła, ale przede wszystkim człowieka głębokiej wiary, modlitwy i niezwykłej odpowiedzialności za powierzonych mu ludzi.
Hierarcha zwrócił uwagę, że św. Karol Boromeusz jest postacią niezwykle aktualną także dzisiaj. Choć jego życie przypadło na XVI wiek, problemy, z którymi musiał się mierzyć, w wielu aspektach przypominają wyzwania współczesnego Kościoła.
– Dzisiaj, kiedy wspominamy świętego Karola Boromeusza, przypominamy sobie postać Kościoła, która może wydawać się kontrowersyjna. Karol został mianowany w wieku 23 lat przez swojego wuja, arcybiskupa i kardynała. Stał się więc symbolem nepotyzmu i układów kościelnych. Ale był człowiekiem wiary. I to jest chyba najważniejsze: okoliczności, w jakich otrzymał swoją nominację, nie przeszkodziły mu w realizowaniu Bożej woli – mówił bp Kawa.
Podkreślił, że dzisiaj również potrzebujemy autorytetów – zarówno w Kościele, jak i w państwie. Wskazywał na kryzys nie tylko polityczny w Polsce, ale przede wszystkim kryzys tożsamości, który dotyka współczesnego człowieka.
– Do kogo należymy? Kto tak naprawdę nadaje rytm naszemu życiu? Dzisiaj potrzebujemy autorytetu. Nie mamy wystarczająco mocnych autorytetów moralnych. Dlatego Bóg daje nam świętych, aby pobudzić nas do życia, do myślenia, do dobrego rozeznawania tego, co się dzieje. Abyśmy nie byli zagubieni, ale stawali się ludźmi gorliwymi i zaangażowanymi – przekonywał.
Od widzenia do działania
Biskup zaproponował wiernym spojrzenie na życie św. Karola przez pryzmat trzech etapów chrześcijańskiej dojrzałości: widzenia, rozważania i działania. Pierwszy polega na dostrzeganiu rzeczywistości taką, jaka jest. Drugi – na rozeznawaniu woli Bożej. Trzeci zaś oznacza podejmowanie konkretnych decyzji i wprowadzanie w życie tego, co zostało rozpoznane na modlitwie.
Przypomniał, że św. Karol Boromeusz żył w czasie głębokiego kryzysu Kościoła. Był to okres reformacji, ale również poważnych problemów wewnętrznych wspólnoty katolickiej. Część duchowieństwa prowadziła płytkie życie, nie dając wiernym dobrego przykładu. Sami wierni często nie mieli odpowiedniej formacji i pogłębionej duchowości.
– Kościół przeżywał naprawdę ogromny kryzys. Bardzo wielu ludzi odchodziło, rezygnowało, zniechęcało się. W jaki sposób? Możemy to porównać do dzisiejszych czasów. Dzisiaj również wielu ludzi odchodzi od Kościoła. Mają różne problemy, nie zgadzają się z czymś, przeżyli jakieś wewnętrzne zranienie. Powodów jest wiele. Ale to nie znaczy, że człowiek przestaje być dzieckiem Boga i że może przekreślić w swoim życiu tę prawdę – zauważył kaznodzieja.
Przywołał następnie życiorys patrona. Karol Boromeusz urodził się w 1538 r. w zamożnej rodzinie. Otrzymał staranne wykształcenie, studiował prawo i sztuki wyzwolone. Gdy jego wuj został papieżem Piusem IV, młody Karol otrzymał wysokie stanowiska kościelne. Nie przyjął jednak od razu święceń biskupich. Przez dwa lata przygotowywał się do podjęcia tej odpowiedzialności, rozumiejąc, że nie jest to jedynie zaszczytna nominacja, ale przede wszystkim zobowiązanie wobec Boga i ludzi.
– Nie traktował tego jak jakiegoś tytułu czy stanowiska. Rozumiał, że to ogromna odpowiedzialność. W Watykanie nazywano go okiem papieża, ponieważ był człowiekiem bardzo bliskim Ojcu Świętemu. Nigdy jednak nie wykorzystywał tej bliskości dla własnych korzyści. Przeciwnie, starał się być dla Kościoła sługą, który pomaga budować jedność – opowiadał bp Kawa.
Jego postawa nie wszystkim się podobała. Miał wielu przeciwników, a nawet próbowano go zabić podczas modlitwy w kaplicy, w czasie adoracji Najświętszego Sakramentu. Mimo zagrożeń nie zrezygnował z podjętej misji.
Hierarcha zwrócił uwagę na dwa filary duchowości św. Karola: pokorę i modlitwę. Był człowiekiem inteligentnym, a zarazem pokornym. Dużo się modlił, szukał woli Boga, rozważał Jego słowo i starał się żyć w bliskości z Chrystusem. Prowadził przy tym bardzo skromne życie, podejmował posty i umartwienia. Zmarł przedwcześnie, w wieku zaledwie 46 lat, wyczerpany intensywną posługą i surowym trybem życia.
Pasterz, który zna swoje owce
Szczególnie mocno bp Kawa podkreślał sposób, w jaki św. Karol rozumiał biskupią posługę. Nawiązując do czytań liturgicznych, ukazał go jako pasterza, który zna swoje owce, nie ogranicza się do zarządzania diecezją, ale rzeczywiście spotyka się z ludźmi i poznaje ich codzienne problemy.
Jedną z charakterystycznych cech jego działalności były wizytacje duszpasterskie. Karol odwiedzał wspólnoty i parafie, spotykał się ze zwyczajnymi ludźmi, dawał im możliwość bezpośredniej rozmowy i przedstawienia swoich trudności. Nie chodziło o formalne wizyty, podczas których biskup przyjeżdżał z orszakiem, odprawiał uroczystość i odjeżdżał.
– Karol chciał wiedzieć, co naprawdę dzieje się w diecezji. Chciał znać swoich wiernych. Zależało mu, aby człowiek miał dostęp do pasterza i mógł mu opowiedzieć o swoich problemach. Nie wystarczy przyjechać na uroczystość, powiedzieć piękne słowa i wyjechać, nie wiedząc, jak ci ludzie żyją, czego doświadczają i co ich boli. Święty Karol uczy nas, że pasterz musi wejść w codzienność drugiego człowieka – podkreślał biskup.
Troszczył się także o formację kapłanów. Zależało mu, aby duchowni nie tylko dbali o zbawienie powierzonych im wiernych, ale również troszczyli się o własne życie duchowe, czystość serca i osobistą świętość. Wiedział, że autentyczne świadectwo pasterza zaczyna się od jego relacji z Bogiem.
Bp Kawa przyznał, że sam, udając się na wizytacje w swojej diecezji, często sięga do historii św. Karola, szukając w niej wskazówek dla własnej posługi.
– Pasterz nie może zamykać się na cierpienie człowieka. Musi umieć wejść w to, co dzisiaj dotyka zwyczajnych ludzi. Łatwo mówić o cierpieniu, ale zupełnie inaczej się je przeżywa – zaznaczył.
W tym kontekście podzielił się doświadczeniem życia w Ukrainie, gdzie wojna stała się codziennością milionów ludzi. Zwrócił uwagę, że za informacjami o kolejnych atakach i działaniach wojennych kryją się konkretne ludzkie dramaty.
– Wiem, że pewnie jesteście już zmęczeni tematem wojny i Ukrainy. Ale chciałbym powiedzieć o czymś innym. O życiu zwyczajnych, przeciętnych ludzi, którzy giną, o dzieciach i rodzinach, które każdej nocy są narażone na ostrzały. Jak oni to przeżywają? Jak my to przeżywamy? To naprawdę bardzo trudne – mówił.
Opisywał codzienność osób, które czekają na chwilę bez alarmów, by móc bezpiecznie zaprowadzić dziecko do szkoły albo pójść do sklepu po podstawowe produkty. Nie wiedzą, z której strony i w jakim momencie może nadejść kolejny atak.
– To trzeba przeżyć, trzeba tam być, żeby to zrozumieć. Karol był właśnie takim pasterzem, który nie przyglądał się z dystansu ludzkim problemom. Wchodził w nie. I tego również uczy nas dzisiaj – podkreślał.
Dobry pasterz widzi ludzkie potrzeby
Biskup podkreślił również, że reformy podejmowane przez św. Karola nie były działaniem dla samej zmiany struktur czy wprowadzania nowych przepisów. Ich celem było duchowe odrodzenie Kościoła.
Karol Boromeusz uczestniczył w końcowym etapie Soboru Trydenckiego, a następnie z wielką determinacją wdrażał jego postanowienia. Troszczył się o odpowiednie przygotowanie przyszłych kapłanów, rozwój seminariów duchownych, właściwą formację kandydatów do kapłaństwa i podniesienie poziomu życia duchowieństwa. Zabiegał także o edukację młodych ludzi z ubogich rodzin, którzy bez wsparcia nie mieliby możliwości zdobycia wykształcenia.
– To on troszczył się o sieroty, o ubogich, aby nie brakowało im tego, co konieczne, przede wszystkim pożywienia. Widział ludzkie potrzeby i odpowiadał na nie. Nie chodziło o reformę dla samej reformy. Było to nawrócenie Kościoła – przejście od płytkości do duchowej głębi – wyjaśniał bp Kawa.
Nie pozostać obojętnym
W dalszej części homilii bp Kawa odniósł przesłanie św. Karola do współczesnej sytuacji społecznej i politycznej w Polsce. Zastrzegł, że nie chce wchodzić w szczegółowe oceny polityczne, ponieważ przebywa w kraju krótko i nie ma wystarczającego rozeznania w bieżących wydarzeniach. Podzielił się jednak swoim niepokojem związanym z narastającymi podziałami i napięciami.
– Wydaje mi się, że ktoś próbuje rozniecić wojnę. To, co się dzieje, nie jest tylko walką polityczną. Jest w tym również walka duchowa. Ktoś próbuje nastawiać jednych przeciwko drugim, wprowadzać agresję i nienawiść. Dla nas powinien to być znak, że musimy się duchowo obudzić – przestrzegał.
Zachęcał, by nie opowiadać się bezrefleksyjnie po jednej czy drugiej stronie sporu, ale przede wszystkim zatroszczyć się o duchową kondycję społeczeństwa. W jego ocenie narastająca wrogość powinna stać się alarmem, który skłoni wierzących do głębszego zaangażowania i odpowiedzialności za wspólnotę.
– Nie możemy dzisiaj po prostu usiąść i powiedzieć: „To nie moja sprawa. Mnie to nie dotyczy. Nie wiem, nie rozumiem”. To jest moja sprawa, ponieważ jestem dzieckiem Boga. Bóg dał mi wiarę, doświadczenie i miłość. Dał mi możliwość patrzenia na rzeczywistość i jej rozeznawania. Mam więc uczestniczyć w tym wszystkim, przede wszystkim w wymiarze duchowym – przekonywał.
Wskazywał, że chrześcijańskie zaangażowanie nie może być podejmowane na pokaz ani dla zdobycia uznania. Także św. Karol nie działał po to, by zyskać rozgłos, ale by wypełniać wolę Bożą.
– Jeśli cokolwiek robimy, róbmy to dla większej chwały Boga. Róbmy to, co naprawdę Mu się podoba, do czego zostaliśmy stworzeni. To jest najpiękniejsze, co możemy uczynić – mówił hierarcha.
Odważnie żyć w prawdzie
Na zakończenie bp Kawa ponownie wskazał na świętych jako na autorytety, których szczególnie potrzebuje współczesny świat. Podkreślił, że św. Karol Boromeusz może być dla parafian nie tylko patronem, ale również konkretnym wzorem życia w rodzinie, miejscu pracy i codziennych relacjach.
Zachęcał wiernych, by prosili Boga o odwagę do naśladowania patrona – o wierność prawdzie, zaangażowanie i gotowość do podejmowania odpowiedzialności, nawet gdy oznacza to pójście pod prąd.
– Dzisiaj łatwo jest myśleć, robić i mówić tak jak wszyscy. O wiele trudniej żyć w prawdzie, nie bać się jej i walczyć o nią w swoim życiu. Aby stać się prawdziwym pasterzem, człowiekiem wierzącym, potrzeba dzisiaj wiele odwagi – zauważył.
Przypomniał, że w ciągu 23 lat swojej posługi św. Karol doprowadził archidiecezję mediolańską do takiego stanu, że stała się wzorem dla innych wspólnot Kościoła. Nie stało się to wyłącznie dzięki sprawnym strukturom, seminariom czy uporządkowanym zasadom funkcjonowania. U podstaw przemiany leżało przede wszystkim głębokie przebudzenie duchowe.
– Również dzisiaj Polska może odegrać ważną rolę w odnowie chrześcijaństwa w Europie – oznajmił bp Kawa. Podkreślił znaczenie polskiej tożsamości i żywej wiary, zachęcając wiernych, by nie pozwolili odebrać sobie głosu i odwagi do dawania świadectwa.
– Może właśnie przez was Bóg chce obudzić Polskę, a przez Polskę także Europę – do życia, nawrócenia i chrześcijaństwa. Nie zmarnujcie tej szansy, którą otrzymujecie. Wypełnijcie wolę Boga – apelował.