Czy Bóg naprawdę uzdrawia? Kiedy Bóg milczy wobec cierpienia

S. Maria przywiozła ze sobą beatyfikacyjny obraz sióstr męczenniczek elżbietańskich Marii Paschalis Jahn i Towarzyszek.fot. Karol Białkowski

S. Maria przywiozła ze sobą beatyfikacyjny obraz sióstr męczenniczek elżbietańskich Marii Paschalis Jahn i Towarzyszek.

Dlaczego Bóg nie uzdrawia wszystkich, którzy Go o to proszą? Czy brak uzdrowienia oznacza, że modlitwa nie została wysłuchana? W Kiełczowie rozpoczął się cykl spotkań poświęconych modlitwie o uzdrowienie. Siostra Maria Czepiel, elżbietanka, podzieliła się poruszającą historią własnej rodziny i doświadczeniem, które niemal odebrało jej wiarę w sens takiej modlitwy.

W parafii Najświętszej Maryi Panny Różańcowej w Kiełczowie odbyło się pierwsze spotkanie z cyklu „Przyjdź i spotkaj Jezusa”, organizowanego przez wspólnotę Odnowy w Duchu Świętym „Jezus Miłosierny”. W programie znalazły się Eucharystia, konferencja s. Marii Czepiel CSSE, adoracja Najświętszego Sakramentu, uwielbienie i modlitwa wstawiennicza.

Tematem inauguracyjnego nauczania było „Uzdrowienie jako obietnica przymierza”. Choć tytuł mógł sugerować rozważania przeznaczone dla teologów, elżbietanka szybko pokazała, że za pytaniami o Boże uzdrowienie kryją się bardzo konkretne ludzkie historie. Także jej własna.

Modliła się z wiarą. Potem przyszedł dramat

– Moje doświadczenie spotkania z chorobą i cierpieniem sięga najwcześniejszych wspomnień – mówiła s. Maria Czepiel. Jej ojciec przez wiele lat chorował na stwardnienie rozsiane. Sama zmagała się z jąkaniem, które utrudniało jej komunikację z innymi ludźmi. Doświadczyła również cierpienia związanego z chorobą i śmiercią matki.

Szczególnie mocno zapamiętała jednak wydarzenia z 2011 roku. Pojechała wówczas do Rzymu na beatyfikację Jana Pawła II. Trud podróży i uczestnictwa w uroczystościach ofiarowała w intencji uzdrowienia ojca. – Pojechałam z ogromną wiarą w sercu, z modlitwą, żeby tata był zdrowy – wspominała.

Dwa tygodnie po jej powrocie, 18 maja, w dniu urodzin Jana Pawła II, ojciec doznał udaru. Jego stan dramatycznie się pogorszył. Stracił mowę, niemal całkowicie możliwość poruszania się, ale zachował świadomość. Przez kolejne półtora roku bardzo cierpiał. – Prawie straciłam wiarę w sens modlitwy o uzdrowienie. Stwierdziłam, że nie będę się modlić o żadne uzdrowienia, bo to nie ma sensu. Naprawdę, jako siostra zakonna – wyznała.

Nie przestała wierzyć w Boga. Zaczęła jednak zastanawiać się, czy Bóg w ogóle słucha jej próśb. Pojawiły się myśli, że może jest zbyt grzeszna, by jej modlitwa została wysłuchana.

Przełom przyszedł po śmierci taty. Podczas jego pogrzebu, w grudniowy, mroźny dzień, gdy trumnę opuszczano do grobu, nagle odezwał się kos. Ojciec siostry Marii bardzo lubił ptaki. To wydarzenie stało się dla niej początkiem innego spojrzenia na modlitwę, cierpienie i życie wieczne. – Nagle dotarło do mnie, że Pan Bóg wysłuchał mojej prośby – opowiadała. Zrozumiała, że uzdrowienie, którego oczekiwała, nie musi oznaczać przedłużenia ziemskiego życia. W perspektywie wiary ostatecznym celem człowieka jest przecież zmartwychwstanie i życie wieczne.

Bóg nie obiecuje życia bez cierpienia

Punktem wyjścia do konferencji były słowa z Księgi Wyjścia, w których Bóg przedstawia się Izraelitom jako Ten, który ich leczy. Siostra Maria odwołała się do Bożego imienia Jahwe Rapha.

Zwróciła uwagę, że uzdrawianie nie musi być jednorazowym, spektakularnym wydarzeniem. Może być procesem, w którym Bóg stopniowo przemienia człowieka, jego sposób myślenia, pamięć i spojrzenie na własną historię. – Bóg chce leczyć całą naszą historię i całych nas. Nie tylko ciało, ale nasze wnętrze, naszą historię życia, naszą pamięć, nasze zranienia, przemoc, której doświadczyliśmy – tłumaczyła.

Przywołała ewangeliczne historie uzdrowień: paralityka przyniesionego do Jezusa przez przyjaciół, dziesięciu trędowatych, niewidomego od urodzenia i kobiety cierpiącej na krwotok. Podkreślała, że Jezus nie ograniczał się do usuwania fizycznych dolegliwości. Pragnął przywracać człowiekowi także godność, wolność i relację z Bogiem.

Ważne było również wyjaśnienie, że choroba konkretnej osoby nie musi być konsekwencją jej osobistych grzechów. Siostra przypomniała pytanie uczniów Jezusa o niewidomego od urodzenia: kto zgrzeszył, on czy jego rodzice? Chrystus odrzucił takie rozumowanie.

W ten sposób elżbietanka przestrzegała przed uproszczonym myśleniem o cierpieniu i modlitwie. Nie można zakładać, że człowiek pozostaje chory dlatego, że za słabo wierzy albo niewystarczająco się modli.

Sama doświadczyła uzdrowienia

Siostra Maria opowiedziała także o własnej drodze wychodzenia z jąkania. Przez wiele lat trudności z mówieniem wiązały się dla niej z lękiem, bolesnymi doświadczeniami i odrzuceniem. W szkole spotykała się z wyśmiewaniem. Dziś może swobodnie prowadzić konferencje, choć – jak przyznaje – zdarza jej się jeszcze zaciąć podczas wypowiedzi. – Mój proces leczenia następował stopniowo, bo Bóg uzdrawiał historię mojego życia, moje rozumienie przemocy, której doświadczyłam – mówiła.

Ważną rolę odegrali ludzie, od których doświadczała miłości i akceptacji. To właśnie przez takie spotkania, jak podkreślała, dokonywała się przemiana jej życia.

Elżbietanka zaznaczyła również, że modlitwa o uzdrowienie nie oznacza rezygnacji z pomocy medycznej. Przywołując historię ewangelicznej kobiety, która wydała cały majątek na lekarzy, wyraźnie podkreśliła, że nie jest to argument przeciwko korzystaniu z leczenia.

Jej zdaniem istotą chrześcijańskiej modlitwy o uzdrowienie jest współpraca z Bogiem i otwarcie się na Jego działanie, również wtedy, gdy dokonuje się ono inaczej, niż człowiek oczekuje.

Nie chodzi tylko o emocje

Renata Kopeć, świecka koordynatorka Katolickiej Odnowy w Duchu Świętym Archidiecezji Wrocławskiej i liderka wspólnoty „Jezus Miłosierny” w Kiełczowie, wyjaśnia, że organizatorom zależy na pogłębieniu rozumienia modlitwy o uzdrowienie. – Chcemy pokazać, jakie jest nauczanie Kościoła dotyczące modlitwy o uzdrowienie i co mówią na ten temat dokumenty kościelne. Zależy nam, żeby nie koncentrować się wyłącznie na emocjach, bo ludzie często przychodzą na taką modlitwę właśnie z emocjami i oczekiwaniami – tłumaczy.

Jak zaznacza, spotkania z zaproszonymi gośćmi mają przede wszystkim ożywiać modlitwę uwielbienia i adorację Najświętszego Sakramentu w parafii. Od pewnego czasu wspólnota nadaje im również konkretną tematykę.

W tym roku wybór padł na modlitwę o uzdrowienie. Siostra Maria Czepiel zadeklarowała udział we wszystkich czwartkowych spotkaniach cyklu. W planach jest także podjęcie tematu sakramentów uzdrowienia, w tym namaszczenia chorych.

Inicjatywa spotkała się z życzliwym przyjęciem proboszcza parafii. Jak relacjonuje Renata Kopeć, kapłan wyraził radość z jej organizacji i otwartość na proponowaną formę modlitwy.

Hasło całego cyklu brzmi „Przyjdź i spotkaj Jezusa”. Organizatorzy podkreślają, że nie jest ono przypadkowe. – To jest kluczowe, żeby nawet przez uzdrowienie tak naprawdę spotkać Jezusa – wyjaśnia Renata Kopeć.

I właśnie ta myśl wybrzmiała najmocniej w pierwszej konferencji. Bo choć człowiek przychodzi do Boga ze swoimi chorobami, zranieniami i prośbami, celem modlitwy nie jest jedynie odzyskanie zdrowia. Jest nim spotkanie z Tym, który – jak przypominała s. Maria – chce uzdrawiać całego człowieka i prowadzić go ku pełni życia. Kolejne spotkanie w pierwszy czwartek grudnia (3.12).