Pamięć, która zwyciężyła kłamstwo. Uroczysty pogrzeb 49 żołnierzy i działaczy podziemia niepodległościowego we Wrocławiu

Moment pochówku w czasie uroczystości pogrzebowej.fot. Maciej Rajfur

Moment pochówku w czasie uroczystości pogrzebowej.

Na Cmentarzu Osobowickim we Wrocławiu odbyły się uroczystości pogrzebowe 49 żołnierzy i działaczy polskiego podziemia niepodległościowego, którzy padli ofiarą komunistycznego aparatu represji. W ceremonii uczestniczył Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Karol Nawrocki. Po latach walki o prawdę, przywracania nazwisk i upominania się o pamięć ofiar, polegli zostali uroczyście pochowani w nowo tworzonej Kwaterze Żołnierzy Niezłomnych.

Z honorami pożegnano we Wrocławiu 49 żołnierzy i działaczy podziemia niepodległościowego, zamordowanych przez komunistyczny aparat bezpieczeństwa. Na tę uroczystość czekało wielu Wrocławian i nie tylko. A wielu też już się jej nie doczekało.

Losy pochowanych bohaterów są częścią tragicznej historii powojennej Polski – czasu, w którym dla wielu żołnierzy walczących wcześniej z niemieckim okupantem koniec II wojny światowej nie oznaczał odzyskania upragnionej wolności. Zamiast niej przyszły kolejne represje, więzienia, wyroki śmierci i próby odebrania pamięci o tych, którzy nie zgodzili się na podporządkowanie Polski władzy komunistycznej.

Uroczystości rozpoczęła Msza Święta w kaplicy cmentarnej, sprawowana w intencji ofiar reżimu komunistycznego spoczywających na Cmentarzu Osobowickim. Liturgii przewodniczył biskup Wiesław Lechowicz, biskup polowy Wojska Polskiego. W modlitwie uczestniczyli przedstawiciele władz państwowych, środowisk wojskowych, Instytutu Pamięci Narodowej, rodziny ofiar oraz osoby, dla których przywracanie pamięci o Żołnierzach Niezłomnych pozostaje obowiązkiem wobec historii i przyszłych pokoleń.

Po zakończeniu Mszy Świętej nastąpiło przeniesienie trumien do kwatery żołnierzy podziemia niepodległościowego, gdzie odbył się uroczysty pochówek 49 ofiar. W nowo tworzonej Kwaterze Żołnierzy Niezłomnych na Cmentarzu Osobowickim znaleźli miejsce spoczynku ludzie, których przez dziesięciolecia próbowano pozbawić nie tylko należnego szacunku, lecz także prawa do godnego grobu i obecności w narodowej pamięci.

Zadanie uporządkowania dawnych pól więziennych oraz utworzenia honorowej kwatery wojennej podjął się kilka lat Instytut Pamięci Narodowej. Przedsięwzięcie to stanowi kolejny etap przywracania godności ofiarom komunistycznych represji i upamiętniania ludzi, których szczątki przez lata pozostawały świadectwem zbrodni, a zarazem dowodem na to, że prawda historyczna może przetrwać nawet najbardziej konsekwentne próby jej zatarcia.

Wrocławska uroczystość nie była więc wyłącznie ceremoniałem pogrzebowym. Stała się także symbolicznym zamknięciem wieloletniego oczekiwania rodzin i środowisk patriotycznych, które nie przestały upominać się o swoich bliskich, oraz wyrazem wdzięczności wobec tych, którzy przez lata prowadzili badania, dokumentowali zbrodnie i zabiegali o godne upamiętnienie ofiar.

„Nie ma nic skrytego, co by nie miało być wyjawione”

Do znaczenia uroczystości nawiązał w homilii biskup Wiesław Lechowicz. Rozważając słowa Ewangelii, zwrócił uwagę na ich wyjątkową aktualność w dniu, w którym oddawano hołd ludziom przez lata skazanym na zapomnienie.

– Po raz kolejny przekonujemy się, jak bardzo Ewangelia jest na czasie, jak bardzo Ewangelia jest aktualna – mówił biskup polowy Wojska Polskiego.

Przywołał następnie słowa Chrystusa: „Nie ma bowiem nic skrytego, co by nie miało być wyjawione, ani nic tajemnego, o czym by się nie miano dowiedzieć. Co mówię wam w ciemności, powtarzajcie w świetle, a co słyszycie na ucho, rozgłaszajcie na dachach”.

W kontekście pogrzebu ofiar komunizmu słowa te nabierały szczególnego znaczenia. Przez lata prawda o losach żołnierzy i działaczy niepodległościowych była ukrywana, a ich działalność przedstawiano w propagandzie jako przestępstwo. Władza, która chciała utrwalić własną wersję historii, próbowała jednocześnie zniszczyć pamięć o tych, którzy pozostali wierni niepodległej Polsce.

– Dzisiaj uczestniczymy w tej uroczystości z wdzięcznością wobec naszych rodaków, którzy nie dali się złamać terrorowi komunistycznemu. Ale również otaczamy wdzięcznością wszystkich, którzy na przestrzeni minionych lat, aż do dzisiejszych czasów, dbali o ich pamięć – podkreślił bp Lechowicz.

Jak zaznaczył, dzisiejszy hołd jest możliwy właśnie dzięki tym, którzy nie zgodzili się na przemilczenie zbrodni i konsekwentnie przypominali o ofiarach. To ich wysiłek pozwolił wydobyć na światło dzienne historie, które miały pozostać nieznane, i przywrócić należne miejsce ludziom, których zasługi próbowano przekreślić.

– Dzięki tym wszystkim, którzy rozgłaszali na dachach to, co miało być ukryte, zatajone, możemy dzisiaj oddawać hołd i cześć tym, którzy na ten hołd i uznanie zasługują – mówił hierarcha.

Ta myśl stanowiła jeden z najważniejszych motywów uroczystości: pamięć nie odradza się sama. Potrzebuje ludzi, którzy będą jej strzec, nawet jeśli przez wiele lat oznacza to sprzeciw wobec oficjalnej narracji, narażenie się na szykany lub konieczność prowadzenia żmudnej pracy badawczej bez pewności, że jej rezultaty zostaną szybko uznane.

„Nie mam zamiaru nikomu powierzać mojego sumienia”

Ważnym przykładem przywołanym w homilii była również postać św. Tomasza Morusa, angielskiego kanclerza z XVI wieku, który sprzeciwił się królowi Henrykowi VIII, gdy ten ogłosił się głową Kościoła w Anglii. Za swoją postawę Tomasz Morus trafił do więzienia i został skazany na śmierć.

Biskup opowiedział o rozmowach Morusa z córką Małgorzatą, która błagała ojca, by wycofał swój sprzeciw, ponieważ tylko w ten sposób mógł ocalić życie. Odpowiedź ojca była jednak jednoznaczna:

– Droga Małgorzato, nie mam zamiaru nikomu powierzać mojego sumienia, bo nie wiem, komu bym je zaniósł.

Córka odpowiedziała, że modli się do Boga, aby mogła być do niego podobna.

Przywołana historia stała się dla bp. Lechowicza punktem wyjścia do wezwania skierowanego do uczestników uroczystości. Wierność sumieniu, nawet w obliczu zagrożenia życia, nie jest bowiem wyłącznie świadectwem ludzi minionych epok. Pozostaje wyzwaniem także dla współczesnych.

– Módlmy się, bracia i siostry, i my dzisiaj o to samo: abyśmy byli podobni do naszych bohaterskich rodaków, ofiar zbrodni komunistycznych, którym nie zabrakło odwagi i wierności sobie i Bogu. Wiernym swojemu sumieniu – mówił hierarcha.

Podkreślił zarazem, że wolność, którą cieszy się dziś Polska, nie pojawiła się bez ofiar i wyrzeczeń.

– Dzięki temu możemy dzisiaj cieszyć się wolnością. To tylko dowodzi, że wierna odwaga wcześniej czy później przynosi owoce – zaznaczył.

Na zakończenie tej części rozważań biskup wrócił do słów „Nie lękajcie się”, zwracając uwagę na ich codzienny wymiar. Odwaga nie może być jednorazowym zrywem ani reakcją na wyjątkowe okoliczności. Powinna towarzyszyć człowiekowi każdego dnia, w podejmowaniu decyzji, obronie wartości i odpowiedzialności za innych.

– Odważnym trzeba być codziennie, każdego dnia. To wezwanie na każdy dzień – podkreślił.

Słowa te wybrzmiały szczególnie mocno podczas pogrzebu ludzi, których życie naznaczyła konsekwentna wierność sprawie niepodległości.

Prezydent Karol Nawrocki: „System komunistyczny robi wszystko, by zniszczyć groby”

Po Mszy Świętej głos zabrał Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Karol Nawrocki. W swoim przemówieniu podkreślił, że komunistyczny totalitaryzm nie ograniczał się do fizycznego niszczenia przeciwników. Jego celem było również odebranie ofiarom prawa do pamięci, zatarcie śladów zbrodni i uniemożliwienie przyszłym pokoleniom poznania prawdy.

Prezydent rozpoczął od mocnego określenia charakteru systemu komunistycznego, wskazując na jego pogardę dla ludzkiego życia i zdolność do przybierania nowych form.

– Jeśli ludzkość, cywilizacja mogła zapoznać się choć z namiastką piekła na ziemi, systemem pogardy, obłudy, okrucieństwa, kłamstwa i śmierci niewinnych osób, to stało się to za sprawą systemu komunistycznego – mówił Karol Nawrocki.

Zwrócił uwagę, że niebezpieczeństwo tego systemu wynikało również z jego zdolności do adaptacji. Zmieniające się okoliczności polityczne i społeczne nie oznaczały automatycznego porzucenia jego podstawowych mechanizmów.

– To system wyjątkowo groźny, bo gdy się adaptuje do treści zła, okrucieństwa i pogardy, wartości pozostają wciąż te same, zmienia się wyłącznie forma – podkreślił.

W przemówieniu prezydenta szczególne miejsce zajęła kwestia niszczenia pamięci o ofiarach. Jak zaznaczył, totalitaryzm nie poprzestaje na fizycznym unicestwieniu człowieka. Dąży również do tego, by nikt nie pamiętał jego nazwiska, dokonań ani okoliczności śmierci.

– System komunistyczny nigdy nie nasyca się wyłącznie śmiercią swoich ofiar. Ale robi wszystko, by zniszczyć groby. Robi wszystko, by zniszczyć prawdę o tych, których morduje. By zabić pamięć o nich – mówił Karol Nawrocki.

Te słowa szczególnie mocno odnosiły się do miejsca uroczystości. Cmentarz Osobowicki, na którym przez lata ukrywano ślady komunistycznych zbrodni, stał się przestrzenią przywracania godności tym, których próbowano wymazać z narodowej świadomości. Uroczysty pochówek 49 osób był symbolicznym odwróceniem logiki systemu, który chciał decydować nie tylko o życiu i śmierci swoich przeciwników, lecz także o tym, czy pozostaną po nich jakiekolwiek ślady.

– Spotykamy się dzisiaj tu, we Wrocławiu, na Cmentarzu Osobowickim, żeby przede wszystkim oddać hołd naszym narodowym bohaterom i pochylić czoło przed ich pięknymi życiorysami – podkreślił prezydent.

Jednocześnie zaznaczył, że ludzi pochowanych tego dnia należy postrzegać nie tylko jako ofiary represji, ale przede wszystkim jako bohaterów walki o wolność i suwerenność Polski.

W ten sposób Karol Nawrocki zwrócił uwagę na konieczność przywrócenia właściwej perspektywy historycznej. Ludzie ci nie byli jedynie uczestnikami tragicznych wydarzeń powojennych. Wielu z nich wcześniej walczyło z niemieckim okupantem, a po zakończeniu wojny nie zaakceptowało narzuconego Polsce systemu komunistycznego. Ich działalność była kontynuacją walki o państwo, które miało pozostać niezależne i suwerenne.

„Niespełnione sny powstają dziś z mogił”

Jednym z najbardziej poruszających motywów przemówienia Karola Nawrockiego było odwołanie do słów Łukasza Cieplińskiego, jednego z symboli powojennego podziemia niepodległościowego. Prezydent nawiązał do myśli, że marzenia o wolnej Polsce mogą odrodzić się nawet po śmierci tych, którzy za nie walczyli.

– „Niespełnione sny powstają dziś z mogił” – przywołał słowa związane z Łukaszem Cieplińskim.

W tym zdaniu zawiera się istota powojennego dramatu żołnierzy niezłomnych, ale także sens dzisiejszych uroczystości. Ludzie ci nie doczekali się wolnej Polski, o którą walczyli. Wielu z nich zostało zamordowanych, a ich bliskich pozbawiono możliwości godnego pożegnania. Ich marzenia miały zostać pogrzebane razem z nimi. Historia pokazała jednak, że pamięci nie udało się ostatecznie zniszczyć.

– Myślę, że każdy z tych 49 bohaterów myślał tak samo jak Łukasz Ciepliński. Ta śmierć nie pójdzie na marne. Jesteśmy gotowi walczyć, bo wierzymy, że Polska będzie wolna, a niespełnione sny powstają znów – mówił prezydent, nawiązując do sensu walki, którą podjęli żołnierze podziemia.

Karol Nawrocki podkreślił, że powrót tych marzeń stał się możliwy dzięki wielu ludziom, którzy przez lata nie pozwolili zapomnieć o ofiarach. W pierwszej kolejności wymienił rodziny, które mimo upływu czasu nie przestały szukać prawdy o losach swoich bliskich.

– Niespełnione sny powstają znów dzięki wspaniałym rodzinom, które nigdy nie zapomniały, które zawsze walczyły o prawdę o naszych bohaterach, upominały się o prochy – podkreślił.

Rodziny ofiar często przez dziesięciolecia żyły z niepewnością, bez możliwości poznania pełnych okoliczności śmierci bliskich, bez pewności, gdzie spoczywają ich szczątki, a niekiedy również bez możliwości publicznego mówienia o ich działalności. W systemie komunistycznym pamięć o żołnierzach niepodległościowych mogła być powodem szykan i represji. Mimo to kolejne pokolenia przechowywały wspomnienia, przekazywały rodzinne historie i upominały się o godny pochówek.

Prezydent wskazał również na zasługi działaczy opozycji antykomunistycznej z Wrocławia, którzy w latach osiemdziesiątych, mimo inwigilacji i nacisków Służby Bezpieczeństwa, nie zaprzestali działań na rzecz przywracania prawdy.

– Było ich kilkudziesięciu, niespełna stu, a upominali się o prawdę w obliczu wciąż trwającego systemu komunistycznego w latach osiemdziesiątych – przypomniał.

W jego wystąpieniu znalazło się także uznanie dla badaczy i historyków, którzy przez lata dokumentowali zbrodnie, prowadzili poszukiwania i przywracali nazwiska ofiarom. Szczególnie podkreślił zasługi prof. Krzysztofa Szwagrzyka, od dawna związanego z badaniami nad ofiarami komunistycznego terroru na Dolnym Śląsku i we Wrocławiu.

– Dzisiaj niespełnione sny powstają znów dzięki badaczom i historykom, a w sposób szczególny dzięki tak osobiście związanemu z Wrocławiem i ze sprawą naszych narodowych bohaterów z tej ziemi prof. Krzysztofowi Szwagrzykowi – mówił Karol Nawrocki.

Podziękował także Instytutowi Pamięci Narodowej oraz wszystkim osobom zaangażowanym w przywracanie pamięci o ofiarach. Uroczystość była bowiem efektem współdziałania wielu środowisk: rodzin, społeczników, historyków, instytucji państwowych i ludzi, którzy nie zgodzili się, by prawda o powojennych zbrodniach została zapomniana.

Głos rodzin: za każdym nazwiskiem kryje się czyjeś życie

Szczególnie osobisty wymiar uroczystość zyskała dzięki wystąpieniu Magdaleny Ziółkowskiej, prawnuczki podpułkownika Ludwika Marszałka, pseudonim „Zbroja”, która zabrała głos w imieniu rodzin pochowanych ofiar.

Jej przemówienie przeniosło uwagę z wielkiej historii, wojskowych formacji i politycznych decyzji na wymiar najbardziej osobisty – na los rodzin, którym odebrano ojców, mężów, dziadków i pradziadków. Było przypomnieniem, że za każdą datą, wyrokiem i nazwiskiem znajduje się konkretne ludzkie życie, przerwane marzenia, rodzinne więzi i wspomnienia przekazywane przez kolejne pokolenia.

– Mam zaszczyt stanąć dziś przed Państwem jako prawnuczka Ludwika Marszałka. Znam go z rodzinnych opowieści, książek, ale przede wszystkim ze wspomnień mojej babci – mówiła.

Jak podkreśliła, to właśnie babcia przekazała jej obraz pradziadka. Nie tylko żołnierza, którego nazwisko zapisało się na kartach historii, lecz przede wszystkim ojca, którego obecności zabrakło w życiu rodziny.

– To właśnie ona przekazała mi obraz swojego taty. Nie tylko człowieka, którego nazwisko zapisało się na kartach historii, ale przede wszystkim ojca, którego zabrakło w jej życiu – zaznaczyła.

W tych słowach ujawnił się osobisty wymiar komunistycznych represji. Historia podziemia niepodległościowego to nie tylko działania zbrojne, wyroki sądów i losy organizacji konspiracyjnych. To również dzieci dorastające bez ojców, żony pozbawione mężów, rodziny zmuszone do życia z niepewnością i bólem, a niekiedy także do milczenia w obawie przed kolejnymi represjami.

– Za każdą historyczną datą, za każdym wyrokiem i za każdym nazwiskiem kryje się czyjeś życie, czyjaś miłość, czyjeś dzieciństwo i czyjeś marzenie – powiedziała Magdalena Ziółkowska.

To zdanie stanowiło jeden z najbardziej przejmujących momentów całej uroczystości. Przywracanie pamięci o ofiarach nie kończy się bowiem na ustaleniu ich tożsamości, odtworzeniu biografii i odnalezieniu szczątków. Obejmuje również uznanie krzywdy, której doświadczyli ich najbliżsi, oraz dostrzeżenie, że skutki komunistycznego terroru wykraczały daleko poza mury więzień i miejsca egzekucji.

Magdalena Ziółkowska opowiadała o pamięci przekazywanej w rodzinie i o tym, jak wspomnienia babci stały się częścią jej własnej tożsamości. Dziś to ona mogła wystąpić publicznie i powiedzieć pradziadkowi, że jego los nie został zapomniany.

– Dziś przekazuję jej pamięć dalej, bo pamięć o naszych bliskich nie kończy się wraz z ich odejściem. Trwa w nas, w kolejnym pokoleniu – podkreśliła.

W dalszej części wystąpienia prawnuczka Ludwika Marszałka zwróciła się bezpośrednio do swojego pradziadka. Jej słowa były symbolicznym spotkaniem rodzinnej pamięci z historią narodową.

– Dziś, w imieniu swoim i całej naszej rodziny, chciałabym powiedzieć: pradziadku, po tylu latach jesteśmy tutaj – mówiła.

Podkreśliła, że w uroczystości uczestniczą kolejne pokolenia rodziny: syn, wnuki i prawnuki. Są wśród nich zarówno ci, którzy pamiętają Ludwika Marszałka osobiście, jak i ci, którzy poznali go dzięki wspomnieniom bliskich.

Magdalena Ziółkowska nawiązała następnie do roli, jaką Ludwik Marszałek odgrywał w losach swoich żołnierzy. Jego powojenny los sprawił, że po latach mógł zostać symbolicznie przedstawiony jako dowódca, który ponownie prowadzi swoich podkomendnych – tym razem nie do walki, lecz do miejsca wiecznego spoczynku.

– Pradziadku Ludwiku, po tylu latach odprowadzasz swoich żołnierzy. Tym razem nie w drodze do nieznanego, lecz w drodze do wiecznego spoczynku – powiedziała.

Było to nawiązanie do wspólnego pochówku 49 ofiar. W tym symbolicznym geście spotkały się wojskowa wspólnota, przerwana przez śmierć i represje, oraz pamięć rodzin, które przez lata czekały na możliwość godnego pożegnania swoich bliskich.

– Razem z Tobą pochowanych zostanie 48 żołnierzy, których rodziny przez lata nosiły w sercach pamięć o swoich bliskich, pragnąc, żeby mogli spocząć godnie i znaleźć należny im szacunek. Dzięki działaniu Instytutu Pamięci Narodowej to pragnienie może się spełnić – podkreśliła.

Zwracając się do pradziadka, poprosiła go symbolicznie, by odprowadził swoich żołnierzy już nie przez wojnę i cierpienie, lecz ku wiecznemu pokojowi.

– Już nigdy nie będziesz sam. Nie mówimy: „Żegnaj”. Mówimy: „Do zobaczenia” – zakończyła tę część wystąpienia.

Słowa te były jednym z najbardziej osobistych momentów uroczystości. Wyrażały nie tylko ulgę związaną z godnym pochówkiem, ale również przekonanie, że przywrócenie pamięci o ofiarach stanowi akt sprawiedliwości wobec ludzi, którym odebrano możliwość pożegnania z rodzinami.

Nowa Kwatera Żołnierzy Niezłomnych – przywracanie godności i pamięci

Uroczysty pochówek 49 żołnierzy i działaczy niepodległościowych w nowo tworzonej Kwaterze Żołnierzy Niezłomnych stanowi ważny etap w przywracaniu należnego miejsca ofiarom komunistycznego terroru. Jest także świadectwem wieloletniej pracy, której celem było uporządkowanie dawnych pól więziennych na Cmentarzu Osobowickim i stworzenie godnego miejsca pamięci.

Przez dziesięciolecia komunistyczna władza próbowała nie tylko eliminować swoich przeciwników, lecz także wpływać na sposób, w jaki społeczeństwo będzie pamiętało ich losy. Represje obejmowały więc zarówno samych żołnierzy i działaczy, jak i ich rodziny, a fałszowanie historii oraz przemilczanie okoliczności śmierci miały utrwalić przekonanie, że walka o niepodległość była działalnością pozbawioną racji.

Dzisiejsza uroczystość pokazała, że ten zamiar nie powiódł się w pełni. Przez lata pamięć przechowywali bliscy ofiar, działacze opozycji antykomunistycznej, historycy i społecznicy. Po przemianach politycznych możliwe stało się prowadzenie badań, poszukiwanie szczątków, ustalanie tożsamości ofiar i organizowanie uroczystości, które przywracają im należne miejsce w historii

Pamięć jako zobowiązanie wobec przyszłości

Uroczysty pogrzeb 49 ofiar komunistycznego reżimu nie cofnął historii i nie mógł przywrócić życia zamordowanym. Mógł jednak przywrócić im coś, czego próbowano ich pozbawić: godność, należny szacunek i trwałe miejsce w pamięci narodowej.

Słowa bp. Lechowicza o odwadze, która przynosi owoce, oraz przywołane przez prezydenta hasło „Niespełnione sny powstają z mogił” nabrały tego dnia szczególnego znaczenia. Marzenie o wolnej Polsce, za które wielu żołnierzy zapłaciło życiem, nie zostało pogrzebane wraz z nimi. Przetrwało w rodzinach, w pamięci społecznej i w wysiłku tych, którzy przez lata upominali się o prawdę.

Dlatego uroczystość na Cmentarzu Osobowickim była czymś więcej niż pożegnaniem. Stała się świadectwem zwycięstwa pamięci nad próbą zapomnienia, prawdy nad kłamstwem i godności nad przemocą. Była także przypomnieniem, że wolność nie jest dana raz na zawsze, a pamięć o tych, którzy o nią walczyli, stanowi zobowiązanie wobec przyszłości.