Wrocławianie modlili się w najstarszym kościele miasta

W czasie uroczystej Mszy św. homilię wygłosił Ks. Piotr Rozpędowski, za nim Ks. Paweł Cembrowicz, proboszcz katedry, główny celebrans liturgii.fot. Maciej Rajfur

W czasie uroczystej Mszy św. homilię wygłosił Ks. Piotr Rozpędowski, za nim Ks. Paweł Cembrowicz, proboszcz katedry, główny celebrans liturgii.

1 września wieczorem, we wspomnienie św. Idziego, wrocławianie zgromadzili się na modlitwie w jednym z najmniejszych, a zarazem najstarszych kościołów Wrocławia. Po latach przerwy parafia katedralna powróciła do uroczystego świętowania wspomnienia jednego ze swoich patronów.

Niewielki kościół św. Idziego, położony tuż przy archikatedrze wrocławskiej, jest szczególnym świadkiem historii miasta. Przyjmuje się, że powstał w XIII wieku i jest najstarszym zachowanym kościołem Wrocławia. Jako jeden z nielicznych zabytków miasta nie został zniszczony podczas II wojny światowej i zachował niemal niezmienioną formę. Do dziś można odnaleźć w nim ślady kolejnych epok – elementy romańskie, gotyckie i barokowe.

Mszy Świętej przewodniczył ks. kan. Paweł Cembrowicz, proboszcz archikatedry wrocławskiej. Homilię wygłosił ks. dr Piotr Rozpędowski, diecezjalny duszpasterz młodzieży. W centrum jego rozważania znalazła się postać św. Idziego – pustelnika, opata i jednego z najbardziej czczonych świętych w średniowieczu.

Ks. Rozpędowski zwrócił uwagę, że współczesny człowiek często fascynuje się tym, co nadzwyczajne i sensacyjne w świecie duchowym. Szczególnie dużo uwagi poświęca się słowom wypowiadanym podczas egzorcyzmów i temu, co – jak się mówi – złe duchy „wiedzą” o Jezusie.

– To niedobrze – zauważył kaznodzieja, przypominając, że zły duch może mieć wiedzę o Jezusie, o czym mówi Ewangelia, ale nie ma w sobie postawy wiary.

Na tym tle szczególnie mocno wybrzmiała postać św. Idziego. Jego życie nie było związane z wielkimi przemowami ani spektakularnymi wydarzeniami. Przeciwnie – jednym z jego najważniejszych doświadczeń było wieloletnie życie w samotności i milczeniu.

– Milczenie to bardzo trudna, ale bardzo ważna cecha – mówił ks. Rozpędowski.

Św. Idzi żył na przełomie VII i VIII wieku. Jak przekazuje jego życiorys, został wychowany przez rodziców w wierze. Po ich śmierci rozdał lub sprzedał swój majątek i udał się na pustkowie, by prowadzić życie pustelnicze. Z czasem jego samotnia stała się miejscem, do którego zaczęli przybywać kolejni ludzie.

Według tradycji pewien władca odnalazł pustelnika i poprosił go o założenie klasztoru. W ten sposób wokół św. Idziego powstała wspólnota mnichów.

Choć jego życie naznaczone było ciszą i ukryciem, kult świętego szybko się rozprzestrzenił. W średniowieczu św. Idzi należał do najpopularniejszych świętych. Świadectwem tego kultu są liczne kościoły noszące jego wezwanie, także w Polsce.

Choć od życia św. Idziego minęło ponad tysiąc lat, jego postać – jak podkreślał kaznodzieja – nie jest jedynie cieniem przeszłości.

– Św. Idzi jest patronem dobrej spowiedzi. Należy także do grona Czternastu Świętych Wspomożycieli – świętych szczególnie przyzywanych w sytuacjach trudnych i doświadczeniach, wobec których człowiek często czuje się bezradny – wymieniał ks. Rozpędowski.

Tradycja przypisuje mu także szczególną opiekę nad osobami starającymi się o potomstwo, matkami karmiącymi oraz osobami cierpiącymi z powodu chorób psychicznych. Jest również przyzywany jako orędownik w sprawach po ludzku beznadziejnych.

– Ta postać to nie jest cień przeszłości, ale aktualny patron dla wielu ludzi – podkreślił ks. Rozpędowski.

I być może właśnie dlatego do niewielkiego kościoła św. Idziego, ukrytego obok monumentalnej wrocławskiej katedry, wciąż zaglądają ludzie. Jedni przychodzą z ciekawości, inni jako turyści odkrywający najstarsze zakątki miasta. Są też tacy, którzy przychodzą po prostu pomodlić się w ciszy.

Tegoroczne wspomnienie św. Idziego było okazją, by ta mała świątynia ponownie stała się miejscem wspólnej modlitwy całej parafii katedralnej.